On niszczył moją psychikę.
Naprawdę.
Jeśli uda mi się wyjść z tego całego gówna, pójdę do domu wariatów.
Tylko niech to wszystko się już skończy, proszę.
- Teraz będziesz moja, na zawsze - powiedział podchodząc do mnie z ostrzem w ręku.
Zadrżałam.
Czy on mnie zabije?
Szczerze?
Zrobiłby mi wielką przysługę.
Nie chcę tu być.
Mogę umrzeć, byle, żebym stąd uciekła.
Nawet w taki sposób.
Tak, każdy normalny człowiek siedziałby teraz cicho, ale hej, przecież mówiłam że chcę iść do psychiatryka!
- Mówiłeś że mnie kochasz. Obiecałeś, że mnie nie zranisz. Kłamałeś. Jesteś cholernym kłamcą - syknęłam.
Justin oblizał usta i odłożył nóż.
Podszedł do mnie powoli i... Przytulił mnie.
To nie tak miało wyglądać.
- Przepraszam Cher - pocałował czubek mojej głowy.
On miał mnie zabić, ugh!
Wtuliłam się w jego tors.
Dobra, to postanowione.
Idę do psychiatryka.
- Teraz obiecuję. Nie podniosę na Ciebie ręki, już nigdy - szepnął mi do ucha.
- Ani nogi? - podniosłam palec do góry. Zaśmiał się.
- Ani nogi - mruknął po czym nachylił się nad moimi ustami.
Woah, Panie Bieber, nie przesadzajmy.
- Czy... Możesz już wypuścić Deana? - powiedziałam drapiąc się po głowie.
Westchnął i odsunął się ode mnie.
Chwycił nóż (na co zadrżałam ze strachu) po czym przeciął nim sznury, którymi przewiązny był Lemon.
Wyciągnął mu szmatkę z ust i rzucił ją na podłogę.
- Gdybyś pukał, nic by się nie wydarzyło - warknął i uderzył go w twarz.
- Justin! - wstałam i podbiegłam do Deana, ale Justin powstrzymał mnie gestem ręki.
- Odsuń się, albo go zabiję - ostrzegł. Złączyłam usta w cienką linię i zrobiłam dwa kroki do tyłu, wpadając na ścianę.
Blondyn podniósł się powoli z krzesła i spojrzał na mnie zakochanym i przepraszającym wzrokiem, na co Justin zaraz zareagował.
- Masz zakaz odzywania się do mojej dziewczyny, rozumiesz? - warknął i przyłożył mu ostrze do szyi.
Moj oddech przyśpieszył.
Lemon pokiwał lekko głową i spuścił wzrok.
Zasmucona zrobiłam to samo co on.
Nie widziałam go przez lata i już go straciłam.
Świetnie.
- Cześć, Dean - szepnęłam, gdy wychodził przez drzwi.
On nawet się nie odwrócił.
Wiedziałam, co by się stało, gdyby to zrobił, ale mimo tego, w sercu poczułam lekke ukłucie.
Chyba zaczynałam czuć coś do Deana.
Coś więcej.
________________
- Kochanie - ktoś szturchnął lekko moje ramię.
Przerwóciłam się na drugi bok.
- Jeszcze chwila, Dean - zachichotałam.
Dean?
Ah, no tak.
Śnił mi się.
Byliśmy razem, to był dzień naszego ślubu.
Naszego dziecko miało 2 miesiące, urodziło się przed ślubem.
Było takie piękne.
To dziewczynka.
Miała brązowe włosy (za mną) i piękne, duże, niebieskie oczy (za Deanem)
Ja miałam na sobie piękną, białą suknie, a moje długie, czerwone włosy związane były w kłosa.
Za to Lemon odziany był w biały garnitur i białe, wyjściowe buty.
Jego włosy postawione były do góry, jak zawsze.
Wyglądał tak...
Tego nie da się opisać żadnym przymiotnikiem, naprawdę.
W porównaniu do niego, byłam tylko... Ładna.
- To nie Dean - z zamyśleń wyrwał mnie lekko wkurzony głos Justina.
Ups.
- Em, no tak - podniosłam się powoli i mogłam zauważyć jak Bieber krzywi usta.
- Czy... Czy on Ci się śnił? - powiedział powoli. Wręcz kipiał złością.
- Nie - zaprzczyłam kręcąc głową.
- Powiedz mi prawdę - warknął łapiąc mnie za rękę i ściskając ją mocno. Jęknęłam z bólu.
- Justin...
- Powiedz. Mi - ryknął zacieśniając uścisk.
- Justin, to boli!
- Masz mi powiedzieć - kropelki potu pojawiły się na jego czole. Przełknęłam ślinę.
- Obiecałeś mi - szepnęłam a moje oczy napełniły się łzami.
- Oj, kłamałem - zaśmiał się złowieszczo po czym znowu przybrał wkurzony wyraz twarzy.
- Nienawidzę Cię - powiedziałam szlochając.
Widocznie zraniony moimi słowami puścił moją dłoń i wstał.
- Mam was w dupie. Ciebie i tego Twojego Deana - warknął i wyszedł.
Pogrążyłam się w głębokim płaczu.
Przecież już było tak dobrze.
Po jakichś 3 minutach szlochania, podniosłam się z łóżka, na którym leżałam (swoją drogą, jak ja się tu znalazłam?) i podeszłam do drzwi.
Chwyciłam za klamkę.
Otwarte!
Czy przed chwilą Justin nie dał mi prosto do zrozumienia, że mnie nie chcę?
Dał mi.
Powiedział "Twojego Deana"?
Powiedział.
Skoro mojego, to chyba znaczy, że mogę do niego iść?
Jak najbardziej.
Teraz tylko muszę go znaleźć.
Wyszłam na długi, ciemny korytarz który znajdował się za drzwiami.
Rozejrzałam się bo bokach, po czym ruszyłam.
Muszę znaleźć Deana, jak najszybciej.
Potrzebuję kogoś, komu się wypłaczę, kogo będę mogła przytulić.
Kogoś, kto mnie zrozumie.
Nagle, z jednych drzwi (których było sporo) wyłonił się dobrze zbudowany, wysoki, łysy facet koło 30.
Chwycił pistolet z kieszeni i wycelował w moją stronę, ale gdy przeniósł na mnie swój wzrok, schował broń z powrotem.
- Przepraszam, Pani Bieber - mruknął i odszedł.
Zaraz.
Co?
"Pani Bieber" ?
Co Justin im nagadał?
Nie dziwię się jednak, że nic nie wiedzą o naszej "kłótni".
Justin nie jest tym typem chłopaka, który lubi się wygadać.
Pokiwałam lekko głową w stronę osiłka i ruszyłam dalej.
Przecież Dean musi gdzieś tu być.
Wszystkie wrota, koło ktorych przechodziłam, były zamknięte.
Oprócz jednych.
Przytuliłam się do ściany gdy usłyszałam męski, ochrypły głos.
To głos Justina.
- Nigdy więcej jej nie dotkniesz - odgłos uderzenia, kaszel - Jest moja, rozumiesz? - znowu odgłos uderzenia, znowu kaszel.
Po głosie chłopaka słychać było, że jest pijany.
Tylko... Do kogo on mówił?
Modliłam się, by to nie był Dean.
Powoli podeszłam do drzwi.
Bóg niestety mnie nie posłuchał.
Przyłożyłam dłoń do ust, chcąc stłumić krzyk, który zaraz miał wydobyć się z moich ust.
Na widok leżącego na podłodze, zakrwiawonego Deana, do moich oczu naleciały łzy.
Nie mogłam wydać z siebie żadnego dźwięku, nie mogłam się poruszyć.
Pokręciłam głową i przymknęłam oczy, mając nadzieję, że gdy je otworzę, okaże się, że to tylko sen.
Ale niestety - nie był nim.
Nagle, Justin odwrócił się w moją stronę i z uśmiechem na twarzy, podszedł do mnie.
- Cher! - zawołał - Jak dobrze, że przyszłaś! - powiedział kładąc rękę na moim ramieniu i dając mi soczystego całusa w polik.
Tak, on na sto procent był pijany.
- Może pobawisz się ze mną? - zaproponował podając mi nóż, po czym skinął na Deana.
W tym momencie, obudziłam się z szoku.
Otworzyłam szeroko oczy i odpychając Biebera, rzuciłam się w stronę blondyna.
Pogłaskałam go po policzku i odchyliłam jego głowę.
Spojrzałam mu w oczy, po czym złożyłam na jego wargach pocałunek.
Wiedziałam, że to już koniec.
Że nie ma jak uciec.
Z moich oczu leciały łzy.
Gdy usłyszałam zbliżającego się Justina, pogłębiłam pocałunek.
Dean był taki słaby, że nie miał nawet siły go oddać.
Zaszlochałam w jego usta i wtuliłam się w niego głośno płacząc.
- Przepraszam, że Cię nie obroniłam. Przepraszam, że nie oddałam za Ciebie życia, przepraszam, przepraszam - szepnęłam kołysząc się w tą i z powrotem.
- Kocham Cię, Dean - pocałowałam go po raz ostatni, po czym zostałam od niego odciągnięta przez Justina.
- Cher - odwrócił się w moją stronę - Nie patrz - mruknął i podszedł do blondyna z nożem w ręku.
- Nie! - krzyknęłam i wskoczyłam mu na plecy. Nie chciałam, by to był koniec.
- Cher, cholera! - krzyknął próbując zwalić mnie z niego. Wbiłam paznokcie w jego skórę.
- CHER JESSIE LONLEY, ZŁAŹ ZE MNIE DO JASNEJ CHOLERY - ryknął. Był mocno wkurzony.
- Nie dotykaj go! Kocham go! Jeśli mnie kochasz, nie zabijaj go! - krzyknęłam.
Dobrze wiedziałam, że to on ustala zasady, i nie posłucha się mnie.
Ale hej, warto próbować, prawda?
Może miałam w sobie trochę siły, ale byłam niczym w porównaniu do Justina.
Zwalił mnie z siebie, przez co upadłam z hukiem na podłogę.
Nawet nie zdążyłam jęknąć z bólu, kiedy Justin podszedł do Deana i wbił mu nóż prosto w serce.
Myślałam, że zaraz zemdleję.
_________________________
No czeeeść :D
W O W
Tyle tylko mogę powiedzieć.
Kiedy mnie nie było, dobiliście (prawie) do 3000 wejść i dodaliście 6 komentarzy pod rozdziałem.
omg.
Dziękuję!
Jesteście świetni, naprawdę <3
Aa, co do opowiadania...
JUSTIN TY DRANIU FGRH4J7HT
psst, pamiętajcie o dodawaniu się do zakładki #Blackers, plus followujcie na twitterze @xBlackOfficialx !